weekendowe zajaffKee
...No i wybił pierwszy października ;) Żacy pognali na uczelnie, inaugurując kolejny rok akademicKee! Zacznie się więc studencKee żywot, a Kraków zaleje różnobarwny tłum Pro-Edukacyjnych Istot! Testerskie plany na październik się krystalizują ;) oj będzie się działo niemało w tym ostatnim kwartale 2009 roq!
Cztery weekendy września można śmiało określić jako kondensację mega przyjemności! ;D Najpierw było extra weselicho u znajomków w Tomaszowie Mazowieckim połączone ze zlotem całej lubelskiej ferajny, przyozdobione explodującymi płatkami róż i nietuzinkowymi drinkami serwowanymi przez barmanów Sobieskiego! Buenos noces! ;) Drugi weekend września to już powiększony, bo aż trzydniowy turystyczno-geologiczno-kulinarno-religijny wypad na północno-wschodnie krańce ojczyzny naszej. Powiew Orientu i urzekającego spokoju Podlasia czuć było na skroniach! Przedostatni weekend był natomiast szansą na zrealizowanie wyczekiwanej T-siostrzanej górskiej eskapady! Łupem padły urokliwe Pieniny, gdzie (w towarzystwie Domello) TesterKee przemierzyły 45 km on foot! ;) Wszystko ma swój koniec, także miesiąc chyli się q ostatniemu dniu w kalendarzu... więc wrześniowe weekendy zamknął sobotni exploring po Małopolsce i Ponidziu. Voyage zainicjowałyśmy z Sańką w mym Kraq, a zakończyłyśmy w jej Kielcowie, by nie rzec Scyzorykowie... Niedziela upłynęła pod znakiem Dźi-sistarsowego hikingu w Górach Świętokrzyskich.
A co działo się w ostatnim miesiącu uczniowskich wakacji? W sierpniu wcale nie było mniej eskapad! ;) Znów zaczęło się od weselicha, tym razem biesiada ze swojakami w Dzierzko. Ale dreptanie parkietu trwało też na tygodniu, gdy wraz z ladies plądrowało się krakowskie kluby... Akcent Euro-pejsKee (w kontekście walutowym) zabrzmiał w portfelu wraz z wizytą u naszych południowych sąsiadów. Sobota jaskiniowo-górska (Jaskinia Dobsinska, Havrania Skała), a niedziela iście rajska, bo spędzona w Słowack imRaju (Przełom Hornadu i Sycha Bela). Półmetek sierpnia okazał się świetną porą na urlop! MazursKee chillout jachtowy trwał 9 dni, nasz kwintet pokonał w tym czasie 17 jezior z Krainy Tysiąca Jezior ;)) Magicznie! Przepiękne krajobrazy, wszechogarniający spokój i beztrosKee odpoczynek na łonie nieskażonej natury. Sierpniowe weekendowanie zamknął wypad do domq połączony z familijnym tripem do klimatycznego nadwiślańskiego duetu - Kazimierza Dolnego i Janowca.
Czegóż chcieć więcej? Może nie czterech, a zdecydowanie większej liczby weekendów w miesiącu! Z nutką tripo-rozmarzenia w głosie zastanawiam się nad wykorzystaniem pierwszewego październikowego weekendu? Sielanka sobotnia poza miastem i niedzielny hiking na Turbacz ? I will c ;)











