W labiryncie kamieniczek
Już raz zwiedzaliśmy i odkrywaliśmy Kraków na nowo, zupełnie tak nieszablonowo ;) A z ostatnią słoneczną promienną sobotą przyszedł czas na kontynuację tych nietuzinkowych T-wojaży po grodzie Kraka ;) Pozostawiliśmy Japończyka zupełnie tak przypadkowo, gdzie nam się, ot tak, zamyślało. Spontaniczny wybór padł na ul. Pędzichów. I ruszyliśmy w czterogodzinny TestersKee Spacer. Start wiódł od wrót jednego z ulubionych polskich urzędów - ZUSu. Cyniczny wybór? Nie, zupełny przypadek… Podziwiając religijne kamieniczKee, hotele, hostele, obiekty konsumpcyjne, lokale użytkowe i sklepy wszelakie podróżowaliśmy te 240 minut. Na "dzień dobry" dotarliśmy przez ulice Słowiańską, Krowoderską i Basztową na krakowskie Planty okalające Stare Miasto. Dywan z różnobarwnych liści (dominacja żółtego i pomarańczowego była szczególnie widoczna) wprowadził nas w relaxujący weekendowo-miejsKee stan. Rozpromienione twarze nasze omijały zatłoczony krakowski Rynek. Po naszej prawej ręce zostały ulice Dunajewskiego i Podwale, a my zrobiliśmy sobie „naukowy przystanek” na UJ-cie. Najpierw wizyta w „wiekowym” Collegium Minus i otwarty w tym roku Ogród Profesorski przepełniony ciekawostkami (zajrzyjcie), a potem najstarszy budynek Akademii Krakowskiej, czyli Collegium Maius (ale dziedziniec w remoncie...).
Przedreptaliśmy kolejne „kamieniczkowe ulice”. Z tyłu zostały już ulice Straszewskiego, Tarłowska, Tenczyńska, Mała i Felicjanek. A my niesieni zapachem przysmaków pewnej cukierni na Zwierzynieckiej zawitaliśmy tam na „ciasteczkowe testy”. Okazji do szarlotkowych wariacji nie było, ale T-łupem padły rewelacyjna tarta z owocami i pyszne tiramisu, ot paradoks, bo kawy nie pijam wcale... Następnie ulica Retoryka, rozdzielona zielonym deptakiem oraz ulica Piłsudskiego, wiodąca na Błonia. Na wprost migoczą dwa kopce – Kościuszki i Piłsudskiego, a my odbijamy w prawo i jesteśmy w Parku Jordana, nie mylić z tym koszykarskim Michealem... Feria barw i pozytywnych emocji wprowadza nas w sentymentalną podróż po AGHu. Gmach C-1, A-0, słynne schody w holu głównym, "śmiszny" dinozaur i nieśmiertelna sala GITowców na drugin piętrze... Wspomnienia wracają, a my przez Park Krakowski z wyłączoną już fonntaną, docieramy do Placu Inwalidów i ulicą Królewską pedałujemy sobie ochoczo. Ale nie mamy w planach spacerowania pośród bloków, więc szybko zawracamy i zmieniamy krajobraz na „kamieniczkowe impresje”. I bez wątienia ullica Karmelicka świetnie się do tego nadaje. Dużo niesztampowej i też klasycznej architektury rajcuje nasze oczęta. I na koniec jeszcze przemarsz Szewską, szybkie przedzieranie się przez tłumy na Rynku i ucieczka w uliczkę Jana, by dość długą Długą dotrzeć do mety, czyli na Pędzichów. A teraz go home i bawię się w indyjską apetyczną kuchnię! Smacznych spacerów! ;)








