Ciao Italia... Viva Polonia
Buonasera! ...czyli włoskie dobry wieczór! ;) Powróciłam do rzeczywistości po T-urlopowej odskoczni i odczuwam w związku z tym przyjemny ból kości... A tak naprawdę, to dużo bardziej czuję pozytywny ból mięśni i natłok emocji, bo przez ostatni tydzień dużo było inspirujących T-wojaży (różnymi środkami włoskiej lokomocji). A jak wiele kilometrów przemierzyło się on foot w ciągu codziennych 10-12 godzin dreptania... Klimatyczne Bergamo, modny, nowoczesny Mediolan, monumentalny, czekoladowy Turyn, dwulicowa nadmorska Genua, mniej lub bardziej romantyczne wyspiarskie jezioro Maggiore, zatłoczone do granic możliwości urlopowe Como i Lago di Como, miasta, miasteczka, wiosKee, lokalny koloryt... Bueno! No i oczywiście wspaniałe wina, fenomenalne pasty, apetyczne panini, a wszystko to skryte w labiryntach brukowanych uliczek lub sympatycznie wyeksponowane na słonecznych placach nasyconych zabytkowymi kamienniczkami, majestatycznymi pałacami, relaksującymi parkami. Oj, bardzo energochłonne i mocno okrojone w sen (5-6h dziennie) było to multi-wrażeniowe testowanie urzekającej Italii! I to do tego stopnia, że ciężKee oddech zmęczenia zmusił mnie do się położenia... spać po powrocie do grodu Kraka, co zazwyczaj mało prawdopodobnym jest ;) Jedno jest pewne - życie jest piękne jak głosi filmowy Bellini i Włoska Przygoda na długo pozostanie w zakamarkach neuronów mych! Ciao Italia! Viva Polonia... ;)
P.S. Wprawdzie na moim "redaktorskim biurku" po tygodniu relacyjnej absencsji dominował tylko i wyłącznie kurz, ale zaraz posprzątam i już na dniach przeczytacie o mych wrażeniach z Italii ;) Arrivederci!








