Benedyktyńskich Braciszków Specjały
Niedziela dość pro-religijnie nam upłynęła, bowiem wybraliśmy się z Kamem do Tyńca do Opactwa Benedyktynów. Braciszkowie żyją sobie tutaj baaaardzo malowniczo – wapienie górnej jury i Królowa Polskich Rzek pod ich stopami. Wprawdzie teraz byliśmy skazani na czterokołowy wehikuł i szybką jazdę autostradą, ale ciepłą porą najlepiej wybrać się tu na rowerq lub przypłynąć statkiem spod Wawelu. Zaiste, zaiste, rozległe panoramy zachęcają też do długich pieszych wędrówek. Każda pora na spaceros dobra jest, więc i my w ten zimowy grudniowy niedzielny dzionek chętnie skorzystaliśmy z opcji dotlenienia organizmów naszych. Ale nie mogło obyć się bez testowania ;) Wizyta w sklepie opatrzonym logo „Produkty Benedyktyńskie” bardzo udana była! Wyszliśmy stamtąd z pełnymi po brzegi papierowymi torbami! Na pierwszy testo-ogień poszły Kajmakowe Wafle Sióstr – pychota! PółKee wręcz uginały się od „braciszkowych dobroci”. Apetyczne miody, dżemy i konfitury o finezyjnych nazwach. Czekoladowe wiśnie z brandy wg o. Szymona, konfitura niewiernych z cytryn, konfitura medytacyjna czy Wesoły Mnich, czyli pijane bakalie ;) Różnej maści herbatKee – z ziół klasztornych, relaksująca, wzmacniająca, na ochronę wątroby, z pokrzywy czy herbatka owsiana. Ziółka wszelakie, przyprawy i przetwory też były. Ciastek, ciasteczek i słodkości cała moc. Klasztorne soKee i nektary rozmaite – sok mniszy z żurawiny, sok klasztorny jabłko z dziką różą czy nektar klasztorny cytrynowy z miodem. Bogactwa z klasztornego ogrodu i spiżarni. Wszystko bardzo gustownie opakowane i opatrzone „benedyktyńskim” logo. Idealne dla siebie, genialne na nietuzinkowy prezent! Klasztorne specjały możecie namierzyć nie tylko w Tyńcu, ale i na stronie sklepu internetowego Benedyktynów http://www.benedicite.pl Powiecie, człowiek nie wielbłąd pić musi… Oczywiście nie mogło zabraknąć „braciszkowych płynów wzmacniających”. Number One to likier „Od siedmiu boleści”. Piwa Trapistów oraz piwa klasztorne opata, przeora, szafarza. MiodówKee, maliniaki, jałowcówki, krupnik. Jak widać braciszkowie potrafią ;D Jaki morał z tej Testerskiej wizyty w Tyńcu? Ano taki, że atrakcji nie trzeba daleko i długo szukać! Są praktycznie pod nosem! Więc… move Ur body! Racz duszę benedyktyńskimi specjałami ;)








