Zlot Mini Morrisów
Nie zawsze rolę monstrualnego centrum handlowego trzeba sprowadzać do „weekendowego punktu zakupowego”. Galeria Krakowska po raz kolejny zaskoczyła swoich stałych bywalców oraz przypadkowe istoty pędzące na dworzec PKP lub PKS. Tym razem, w sobotę 24 października 2009, przed gmachem GK oraz w jej obszernych wnętrzach odbywał się niecodzienny zlot Mini Morrisów ;) Pędziłam na niego prosto z Kielc, bo jako fanka motoryzacji i wehikułów wszelakich, nie mogłam przegapić takiego „motoryzacyjnego show”. 50-te urodziny Mini to brzmi dumnie!
I były warto! Na placu przed GK prezentowały się prawdziwe, poczciwe Miniaki takie sprzed lat! oraz te nowe, futurystycznie skonstruowane z okrągłymi zegarami rodem ze statku kosmicznego. NowinKee techniczne mile widziane, jednak zdecydowanie przemawiała do mnie klasyka gatunku! Modele Classis, Mayfair, Custom, Chelsea’86, silniki 1.0 i 1.3l, skóra w wersji black & white i ta w odcieniu ecri, welurowa tapicerka, oryginalne części, rozkładany dach... Miniaki mieniły się na żółto, zgniło zielono, czerwono, czarno, granatowo. Maxi oczopląs! A wśród wszystkich cacek ten jedyny - Mini Morris Kasi Kryzy był najbardziej apetycznym kąskiem pośród wszystkich auteczek. Promował się świetnym hasłem „Mini car – mega fun” i nazywał równie uroczo, bo Mini Kitek Racing Green ;) Piękny zielony kolor, nienaganna sylwetka, drewniana deska rozdzielcza z gustownie dobranym współczesnym radiem Pioneer, oryginalne felgi i okrągłe lusterka, metalowe klamki, korbki od szyb i lusterek, skórzane siedzenia, dwie rury wydechowe gwarantujące „nieziemskie doznania” ;) Po prostu nie masz ochoty opuszczać klimatycznych wnętrz Miniaka! Z grymasem na twarzy pytasz - dlaczego muszę wysiadać? Bo trzeba, bo inne „brytyjczyKee” czekają! Ale gdy już naprawdę nie masz poweru i musisz „dodać sobie skrzydeł”, polecam przetestować Mini Red Bull – idealny, gdy zatankowany do pełna! ;D







