Apetyczność bez sztuczności
Współczesny świat zalewa nas wirtualną konsumpcją, jedzeniem przepełnionym sztucznością i E-składnikami... Może więc warto zwrócić uwagę, co trafia na nasz stół i do naszych żołądków? Nie róbmy sobie śmietnika z własnego organizmu... Polecam Wam smaczną lekturę artykułu Podlaskie SmaKee w sekcji Polecamy-Przysmaki.
Sztafeta krakowskich Morsów przez WisłęJuż 31 stycznia w niedzielę zapraszamy wszystkich nad Wisłę:) „Przeciągnij Smoka Przez Wisłę - Sztafeta Morsów” to coroczna impreza o charakterze sportowo - rekreacyjnym organizowana przez Stowarzyszenie Krakowskich Morsów „Kaloryfer” "Grupę wsparcia" zachęcamy do kibicowania oraz wspierania dzielnych morsów, których celem na najbliższą niedziele jest przepłynięcie Wisły na zasadzie sztafety, czyli tam i z powrotem przeciągając dmuchanego smoka Wawelskiego. Impreza będzie odbywała się na wysokości mostu Grunwaldzkiego od strony Wawelu o godzinie 12:00 O godzinie 11 grupa morsów wyruszy z ryku z pod pomnika Adama Mickiewicza w kieruku docelowego miejsca imprezy promując i głosząc dobre imię klubu i zdrowy tryb życia:) Impreza ta objęta jest patronatem Prezydenta Miasta Krakowa. Luty w Restauracji PasiekaGastro-Testersi mamy już dla Was zaproszenia na lutowe degustacje w restauracji Pasieka:) Tym razem specjalnie dla Was coś słodkiego i ciepłego na mrozy, które jeszcze nas nie opuszczą...Zatem w menu Kura MiodUla, Leśna Barć a dla tych, którzy kochają schaboszczaki - kotlecik z kapustka zasmażaną:) Dla zakochanych w tym miesiącu także coś wyjątkowego - 3 inspirująco-miłosne zestawy dla dwojga:D Korzystajcie bo warto! Kino-starcie ;) „Avatar” vs “Nine”Bycie Testersem zobowiązuje, więc musiałam (mimo że tak naprawdę nie chciałam) pójść i przetestować nowe „długo wyczekiwane dzieło” Jamesa Camerona „Avatar”. Zadowolona nie jestem, bo to nie moje kino... „Kocham kino” niczym Grażyna Torbicka, ale nie kręci mnie fantasy! Nigdy nie kręciło! Nie gorączkuję się z powodu „nieziemskich scenariuszy” i „przekolorowanych” efektów specjalnych! Zdecydowanie bardziej wolę „przyziemne” produkcje, na które nie wydaje się 237 mln dolarów tylko znacznie! mniej! Nie muszę mieć na nosie okularów 3D, by poczuć się lepiej w kinowym fotelu w systemie Dolby Surround. Nie muszę sączyć półlitrowej dużej Coli i zajadać Popcornu (wolę nachosy ;). Jakoś nie przemawia do mnie ta cała wyimaginowana kraina nowej Cameronowskiej produkcji, ta fabuła oparta na kanwie bajeczKee (walka dobra ze złem i „potworowe” love story) i te dziwne, odstraszające wyglądem człekokształtne istoty. Nie wiadomo „kto” to, a jeszcze bardziej „co” to jest ów Avatar. Nawet zoologowie mieliby problem z identyfikacją gatunkową. Mnie osobiście, ci pokojowo usposobieni humanoidalni mieszkańcy dzikiej planety bardziej przypominają krzyżówkę człowieka z zebrą i szczurem… Te blado-biało-niebieskie prążKee, ten długi ogon, te odstające spiczaste uszy. Zaiste piękne trio! Nie ma co! I jeszcze te ich różnobarwne ptako-rumaKee zwane ikramami. Główni bohaterowie to istny plagiat filmowy, to postaci rodem z „Pocahontas”. Te warkocze, te ciemne rysy, te zachowania. Indianie w białej skórze… Twórców naprawdę poniosło i to nie raz. Za mocno puścili wodze wyobraźni. Ale może o to właśnie chodzi w tym filmie, o ciągłe „tworzenie więzi” z wszelkimi żyjącymi istotami, o ratowanie cywilizacji Na’avi, o zaskakiwanie oglądającego coraz to nowymi „bardziej wybuchowymi” i bardziej odrealnionymi i absurdalnymi efektami? Dla mnie… nuda.... Jednak entuzjaści fantastyKee będą usatysfakcjonowani.
Jeśli już naprawdę nie macie co robić przez trzy godziny, to nawet szydełkowanie uważam za ciekawsze zajęcie niż te fantastyczne inaczej wynalazKee Avatarowkie… A jeśli już ma być kino to owe kino-godziny lepiej przeznaczyć na „Nine”. Świetna, światowej sławy obsada, wyrazista gra aktorska, ciekawa reżyseria i choreografia. Lekki humor, wesoły angielski akcent z włoskim tonem w tle. I utwory zapadające w pamięć. Ta dynamika linii melodycznej lub jej świadome spowolnienie. Wciąż dzwoni mi w uszach jakże konkretne i pewne siebie „Be Italian! Be a singer” śpiewane przez Fergie. Ale to nie koniec „Dziewięciowych hitów”. Młoteczek, kowadełko i strzemiączko biją się, gdy imię głównego bohatera szeptane przez jego kobiety (Penelope Cruz, Nicole Kidman, Kate Hudson czy Marion Cotillard) uchodzi w przestrzeń. Słychać tylko Guido, Guido, Guido… A on biedny, nieogolony, tak nie-włosKee wciąż nie ma weny, nie wie, co ze sobą zrobić i uciekając przed światem, tłumem dziennikarzy i współpracowników, wypala kolejnego papierosa. Chłopina po prostu nie może ruszyć ze scenariuszem nowego filmu i ma kłopot, kaca moralnego, prawie depresję. Nie ma koncepcji na nowy film i nawet kobiety jego życia nie są już dla niego twórczą inspiracją. Nie chce byście odnieśli wrażenie, że „Nine” powalił mnie na kolana. Ale lekki przykurcz w kostkach mogłam dostać. Majstersztykiem w swojej klasie to ów film może nie jest, bo na pewno są lepsze produkcje, lepsze musicale (fachowcy wymienią tu chociażby inny film Roba Marshalla „Chicago” obsypany nagrodami od stóp do głów). Ale obejrzeć i posłuchać warto! Każdy preferuje „swoje kino” i każdy może się ze mną z zgodzić lub stanąć w opozycji do moich poglądów, nie mam nic przeciwko. Prowokacja może też być sztuką ;D I na tym można zbudować kolejną „super-produkcję”! I mimo że nie przepadam za musicalami, to na „Nine” poszłabym jeszcze raz, a na „Avatara” nie… Miłego (któregokolwiek) seansu! ;) Wyścig z dźwiękiemMotylem jestem… Znaczy się… Mobilem jestem… Korzystając z okazji, kilka ankietowych pytań skieruję do zmotoryzowanych ;) Jak często opanowuje Pana/Panią mania prędkości i chęć zacieśniania zakrętów? Kiedy ostatnio Pan/Pani dopuściła się takowego wykroczenia? Jak często odczuwa Pan/Pani potrzebę popełnienia owego „grzechu drogowego”? Od razu zaznaczam - spowiadać się nie każę! Ale dobrze wiedzieć, co myślicie na ten temat ;P Przyznaję, że patrząc na termometr i bacząc na panujące powszechnie warunki atmosferyczne oraz na stan polskiej infrastruktury drogowej, łatwo „grzeszyć” nie jest… Zawsze nierówne, dziurawe, nieodśnieżone i oblodzone polskie drogi nie pozwalają na „auto-mknienie”. Hmmm… co innego niemieckie autostrady, rzekłby nie jeden z Was. Ale rzecz będzie nie o tym! Nie będziemy chwalić cudzego! Będzie pro-polsko! Bądź co bądź w tej całej drogowej zimowej polskiej scenerii jest jakiś „plus”, jakieś światełko w tunelu, tląca się lichym płomieniem iskierka nadziei. W takich auro-warunkach można pobawić się gazem, sprzęgłem i hamulcem (ręcznym również) i poćwiczyć „zarzucanie autko-tyłu” oraz sprawne wchodzenie w zakręt ;) Płyty hipermarketingowych parkingów, place manewrowe dla eLek oraz opuszczone lotniska stanowią idealne miejsce do ćwiczenia techniKee jazdy w iście zimowych warunkach. Dlatego też wielu kierowców tak ochoczo decyduje się na zimo-auto-trenowanie ;) Polecam! Ale też nie lada frajdę daje hala gokartowa ;D Testowuję ostatnio dwie! ;) Jedną w Krakowie u Dagmary i Łukasza na ul. Nowolipki 3 (Hala Kartingowa WRT) i drugą w Lublinie w Centrum Handlowym Gala na ul. Fabrycznej 3 (Cartmax). Frajda ogromna! Zabawa przednia! Adrenalinka się podnosi! Hormony szczęścia wychodzą spod kasku! Prawa noga wciska „gaz do dechy”! Hamulec wydaje się zbędną dekoracją! Gokart świetnie wchodzi w zakręty i goni na prostej! I wyprzedzamy z lewej! Silniczek 6,5KM czy 9,5KM może wydawać się mały, ale pozwala na harce! 10 minut jazdy to stanowczo za krótko, ale lubelską 350-cio metrową traskę pokonuje się średnio w 27-29 sekund, czyli możemy wykręcić sympatyczne 20 okrążeń. W Krakowie jeździ się 8 minut i przyjemność ta kosztuje o piątkę mniej, bo 20 PLNów. Nie chytrzcie, warto! A porównując te dwa tory i ich maszyny, wiem, że najlepiej byłoby szaleć na krakowskich gokartach na krakowskiej nawierzchni z układem lubelskiego toru ;) Będę szukać takowego „złotego środka” gdzieś pośród ojczyzny. Wprawdzie gokart to nie bolid Formuły 1, a naszym umiejętnościom jeszcze daleko do tego, co może pokazać na torze Kubica, ale trening czyni mistrzem ;) I w tym przekonaniu udaje/my się na tor! Powodzenia i szerokości! |
Blog







